Niestety dziś będzie odwrotnie, niż zwykle, zamiast “warto pojechać”, napiszę o tym, dlaczego nie warto. Mam tu na myśli Tunis, stolicę Tunezji. Zawsze wychodziłam z założenia, że jeśli jest się w jakimś nowym kraju, to koniecznie trzeba zwiedzić jego stolicę. Tak też było w przypadku Tunezji. Mimo że trzeba było wstać nad ranem i jechać autobusem ponad trzy godziny z Sousse, postanowiłam zobaczyć, jak wygląda Tunis.

Na początku muszę zauważyć, że ta wycieczka mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby nie była zorganizowana bezpośrednio przez biuro podróży, ponieważ na własną rękę zwiedza się to, co się chce, a nie to, co nam nakazują.

W autobusie naszym przewodnikiem był Tunezyjczyk mówiący po polsku. Powiedział, że przez kilkanaście lat mieszkał i studiował w Polsce. Dzięki temu potrafił w bardzo ciekawy sposób opowiadać o historii i tradycji Tunezji w odniesieniu do Polski i Polaków. To, że tak interesująco opowiadał, sprawiło, że wycieczka była odrobinę udana.

Kierowca autokaru zawiózł nas do perfumerii, w której spędziliśmy trochę czasu i namawiano nas nieustannie na dokonanie tam zakupów. Klapa. Potem pojechaliśmy do centrum. Zamiast pokazywać zabytki miasta, dostaliśmy trochę wolnego czasu na targu. Targ ? taki sam, jak każdy inny w arabskim mieście ? przepełniony ludźmi, którzy w bardzo nachalny sposób namawiali na kupno. Każdy, kto choć raz był w takim miejscu wie, jak bardzo jest to irytujące. Nie można nawet na chwilę zatrzymać się przed straganem i zwrócić na coś uwagi, bo sprzedawca od razu będzie namolnie namawiał do kupna.

Potem, gdy pozostało jeszcze kilka minut wolnego czasu, przeszliśmy się po okolicy. Niestety, bez przewodnika nie można się było zbyt wiele dowiedzieć. A było to interesujące. Szkoda, że czas zwiedzania stolicy ograniczył się do targu, z którego pewnie przewodnik otrzymał prowizję za przywiezienie turystów.

Z tego, co dało się zauważyć, to życie Tunezyjczyków w stolicy nie różni się wiele od tych, którzy zamieszkują dalsze okolice. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że Ci z małych miejscowości ? ale turystycznych ? mają lepiej, niż ci w Tunisie, ponieważ mają z kogo żyć.

Jest to jednak miasto znacznie bardziej rozwinięte, niż te poboczne. Znajduje się tam międzynarodowy port lotniczy, a także morski i drogowy węzeł.

W drodze powrotnej trafiliśmy do Kartaginy, którą opisałam już w jednym z wcześniejszych wpisów. Było doskonale i choćby dla niej warto się było wybrać w te regiony.

Z obserwacji codziennego życia Tunezyjczyków wynika, że to naprawdę biedny kraj. Nieruchomości są dla nich tak drogie, że mało kto decyduje się na kupno mieszkania. Na co dzień zarabiają zdecydowanie mniej niż najbiedniejszy Polak. Dlatego właśnie tak wiele osób pracuje w branży turystycznej – dzięki temu mogą się utrzymać.