Nowa Ruda jest dzisiaj brzydka. Przynajmniej tak mówią ci, którzy z pochylonymi głowami przemierzają jej ulice – szare, smutne, pozbawione ducha. To mieszkańcy, którzy patrzą, ale nie widzą – żyją, bo żyć muszą, mijają Domy Tkaczy, zabytkowy Browar, w którym teraz znajduje się biblioteka, choć oni bardziej pamiętają Piwnicę pod Browarem – tutejszy, już nie istniejący pub – rzeczywiście „pod”. Nie wiedzą, kto to Wittig, choć niektórzy szczycą się tym, że to „od nich” pochodzi Franz Eckert – ten sam, który współtworzył hymn państwowy Japonii. Mijają Muzeum Górnictwa, ale mało kto tam był, bo niby co tam oglądać – węgiel? Jednak nie zawsze tak było. Nie zawsze ludzie byli tak szarzy. To oni tworzyli legendę miasta, to oni wyżłobili swoje imiona i nazwiska niemal tak samo gwałtowanie, jak rwące parę set metrów wyżej górskie strumienie.

To tutaj Jaga Hupało miała swój mały salon fryzjerski. Tutaj, gdzie teraz jest mięsny, tak, ten przy placu Grunwaldzkim. To pewnie na tym dworcu czekała na autobusy jeżdżące do Kłodzka, kiedy pobierała lekcje u mistrza. Autobusy, które albo przyjeżdżały, albo nie. Ile razy Olga Tokarczuk spacerowała ulicą Piastów, usłaną kamienicami, których tutejsi mieszkańcy i przechodnie prawie w ogóle nie zauważają – ot kolejny kawałek betonu, który prędzej czy później się zawali albo spłonie. Wreszcie Karol Maliszewski, również z Piastów, legenda nie mniejsza – znakomity wykładowca, równie zasłużony pisarz, poeta. Geppert.. Tak, ta sama Edyta Geppert, która rozwodziła się nad „Filozofią małżeńską”, ta sama, dla której życie to największa, najpełniejsza miłość. Czy Robert Więckiewicz jeszcze pamięta Słupiec, który jeszcze 20 lat temu wypełniał się górnikami, gdzie karczmy piwne zapraszały, a piwo lało się tutaj na metry. A Tyniec, ten sam Krzysztof Tyniec, ten aktor, ten, który nadal głos Goofy’emu z Myszki Miki.

Teraz dopiero robi się fascynująco. Wspomniane wcześniej Domy Tkaczy jakoś tak wyglądają lepiej, bardziej tajemniczo, jeśli tylko nabierze się odwagi, żeby dotknąć ich murów. Do Pałacu na Piłsudskiego z końca XIX wieku też warto zajrzeć – od Domów jest tu całkiem blisko – wystarczy przejść się Cmentarną. Jeśli przyjdzie Wam ochota na przejazd podziemną kolejką, to Muzeum Górnictwa jest pół kilometra dalej – Skarbnik tylko czeka, żeby Was przestraszyć.

Inaczej, co nie znaczy gorzej wygląda teraz noworudzki Rynek. Nowocześnie, remontowano go kilka lat – trochę surowo, ale Ratusz, niemal nietknięty zębem czasu, wciąż dodaje mu uroku. I te kamienice – przy kawiarni Nova, i ta z numerem 3, i ta z numerem 7 – powstały na początku XVIII wieku, 100 lat później były przebudowywane.

Po górach też można tu pochodzić. Z centrum miasta całkiem blisko w Góry Sowie – do Sokolca zaledwie kilka kilometrów – szlaki tylko czekają na turystów, choć widok grupy z plecakami w centrum wciąż wydaje się być dla mieszkańców egzotyką. Można też trochę dalej – do Stołowych najlepiej pojechać przed Radków – krócej, niż przez Kłodzko, a do tego jak cudownie. Dla tych, co nie lubią się oddalać zostają jeszcze Góra św. Anny, Góra Wszystkich Świętych, Kalenica albo przepiękna Przełęcz Jugowska.

Nowa Ruda zawsze będzie brzydka. Dla mieszkańców to tylko kolejne miejsce bez perspektyw, kolejne miejsce, z którego się ucieka, albo ma się zamiar uciekać. Wiem to – mieszkam lub pomieszkuję tam od ponad dwudziestu lat. Tylko czasem się opamiętuję, tylko czasem dostrzegam…

Dostrzegę niebawem – wtedy pojawią się zdjęcia inne, niż te z Wikipedii.