Autorką tego wpisu jest moja mama – opowiadałam jej o tym blogu i zaproponowałam przelanie swoich wrażeń z urlopu na papier. To jej pierwszy wpis – mam nadzieję, że się Wam spodoba.

Tydzień temu wróciłam z Fuerteventury, na której byłam z mężem. Wraz z biurem Itaka, polecieliśmy do miejscowości Costa Calma. Mieszkaliśmy w hotelu Taro Beach. Itaka sprawdziła się dobrze. Dowieźli nas bezpiecznie z lotniska do hotelu.

P1020867

Hotel

 

Na miejscu byliśmy po 13. W recepcji przywitała nas uśmiechnięta pani Sabrina i mimo że mój angielski jest prawie zerowy, potrafiła nam wszystko wytłumaczyć. Po otrzymaniu opasek all inclusive i otrzymaniu kluczy (a właściwie dwóch kart), pojechaliśmy na 2 piętro, zobaczyć nasz pokój. Zawsze zaczynam od wyjścia na balkon i obejrzenia widoku.

P1020835

Widok z tarasu!

Dech mi zaparło. Duży balkon z widokiem na ocean. Itaka dotrzymała słowa, bo dopłaciliśmy do pokoju z widokiem na ocean. Później obejrzałam resztę pokoju, a właściwie apartamentu, bo mieliśmy sypialnię i salon. Był piękny. Łazienka pachniała czystością.

P1020824

P1020823

Po tych oględzinach pobiegliśmy na obiad. Trochę się pogubiliśmy, bo nie było czasu na zwiedzanie hotelu. Znaleźliśmy i zjedliśmy pyszny obiad. Potem mieliśmy ochotę na kawę. Ledwo usiedliśmy przy basenie, a już podszedł do nas sympatyczny kelner i zapytał czego się napijemy. Żyć nie umierać!

W ciągu następnych dni przekonałam się, że cała obsługa hotelowa jest przesympatyczna i bardzo pomocna, bez czekania na napiwki.

Polecam hotel Taro Beach. Jest wspaniały a wyżywienie wyśmienite.

Wyżywienie i alkohole

Posiłki były tak pyszne i apetyczne, do tego stopnia, że nie wiadomo było, co wybrać. Było wszystko na co miało się ochotę. Mięso, ryby, owoce morza, sery, wędliny, pasztety. Nie jestem w stanie wszystkiego wymienić. Do śniadania podawano szampana. Owoce były wszystkie – winogrona, arbuz, melon, banany, mandarynki, pomarańcze, kiwi, papaje, mango, truskawki. Ciasta – cały stół, lody – od południa do wieczora, bez ograniczeń.

Jeśli chodzi o alkohole, to full wypas. Co chcecie i ile chcecie. Co najważniejsze-pyszne. Ja jestem zwolennikiem drinków. Dostawałam kolorowe drinki ze 100% soków z kartonu, z parasolkami. Piłam martini, campari, mojito, gin. Mąż jest zwolennikiem mocniejszych alkoholi, więc pił różne wódki, whiski, brendy. Również był zadowolony.

Lato zimą? Czemu nie!

Jednak najlepsze było lato zimą. Byliśmy zimą pierwszy raz na tego typu wakacjach. Koniecznie chcę teraz wyjeżdżać do ciepłych krajów co roku. W Polsce zima, a ja się opalam na leżaku i kąpię w basenie. Ocean był dość chłodny, ale stwierdziłam, że jeszcze w Atlantyku się nie moczyłam i wlazłam do tej zimnej wody. W końcu nasz Bałtyk  latem też jest zimny i się kąpałam, więc ocean mi nie groźny. Woda rzeczywiście zimna, ale nie ja jedna się kąpałam.

P1020877

Wyspa mi się podobała, mimo że nie byliśmy na żadnej wycieczce, urządzaliśmy sobie długie piesze wędrówki.