Każdy, kto choć raz odwiedził stolicę Holandii, na pewno stwierdzi, że to miasto pełne grzechu, rozpusty, hałasu i brudu. Owszem, wiele w tym prawdy, jeśli nie sama prawda, ale pod tymi warstwami kryją się miejsca niezapomniane, zakątki, które koniecznie warto zobaczyć, knajpki, których nie można ominąć. W Amsterdamie sezon trwa cały rok. Wiem, ponieważ wybrałam się do niego chyba w najbardziej niesezonowym czasie, bo na początku grudnia. Okazało się, że w środku zimy to miasto nadal tętni życiem i nadal jest naprawdę gorące.

Wszystko zaczęło się od ogromnego zaskoczenia, gdy wczesnym porankiem dojechałyśmy wraz z koleżanką na dworzec autobusowy i zgubiwszy się, starałyśmy się w jakikolwiek sposób znaleźć drogę do hostelu. Stanęłyśmy na środku chodnika i od razu podeszła do nas babcia w sędziwym już wieku pytając po angielsku, czy nie potrzebujemy pomocy. Byłyśmy pod wrażeniem życzliwości mieszkańców i ich wykształcenia. Który siedemdziesięcioletni Polak potrafi mówić po angielsku? (Wiem, że naszych kultur nie powinno się do siebie porównywać, ponieważ Holendrzy są zwykle bilingwalni, jednakże siłą rzeczy to porównanie popełniłyśmy). Pani bardzo skutecznie wskazała nam drogę i okazało się, że znajdujemy się niecałe 200 metrów od docelowego miejsca.

Nasz hostel mieścił się na Czerwonej Uliczce (słynna Red Line District), która jest chyba najbardziej znaną w Europie dzielnicą. Ale o tym za chwilę. Już od samego początku Amsterdam wzbudził w nas mieszane uczucia, ponieważ nawet o tak wczesnoporannych godzinach to miasto wciąż tętniło życiem. Nie było to jednak pozytywne wrażenie, ponieważ ludzie, których mijałyśmy, byli nieco wczorajsi, subtelnie rzecz biorąc. Gdy dotarłyśmy do hostelu, kompletnie się zawiodłyśmy. I w tym miejscu należy serdecznie odradzić hostel Croydon (Dla zainteresowanych link). To było zupełne nieporozumienie. Warunki fatalne, brak śniadania, brak wspólnego pokoju, brudno, śmierdząco i inne takie, których nie da się odpuścić.

Dobrze, ale wróćmy do samego miasta. Aby zobaczyć uroki Amsterdamu wystarczyło wyjść z hostelu. Już na samej uliczce dało się zobaczyć i przede wszystkim poczuć urok tego miejsca. Mnóstwo coffee shopów kuszących swoim zapachem, grupki rastamanów, ogrom sklepów z akcesoriami erotycznymi, klubów sado-maso, ogrom miejsc przyjaznych środowisku LGTB, wypożyczalnie filmów erotycznych ? to tam na porządku dziennym. Skręcając w prawo zaczynały się “wystawy sklepowe”, na których nie było typowych tam manekinów, a? panie! Tak, to właśnie tutaj prostytutki reklamowały swoje ciało za ?sklepowymi? szybami. To właśnie tutaj można sobie pooglądać kobiece wdzięki bez żadnych konsekwencji, a tym bardziej bez żadnego wysiłku. I tutaj przydatna ciekawostka, a może niezbędna informacja? Otóż, wszystkie kobiety-prostytutki są podświetlane czerwonym światłem, kuszącym. Są jednak wystawy, które świecą się na niebiesko. Uwaga do wszystkich mężczyzn! To transwestyci! Nie dajcie się zmylić, ponieważ oni bardzo często do złudzenia przypominają bardzo atrakcyjne kobiety. Ich nogi są nie raz ładne do tego stopnia, że nie powstydziłaby się ich duża część płci pięknej.

Dla zainteresowanych można dodać, że jest możliwość zrobienia sobie samemu zdjęcia w wystawie, do złudzenia przypominającej taką, w której promują się panie lekkich obyczajów. Wystarczy się przebrać, a raczej skąpo rozebrać i zapłacić 25 euro. Cena wysoka ? jednakże pamiątka niezastąpiona. Podobno niektóre dziewczyny wygłupiając się, robią sobie takie zdjęcia, wysyłają rodzicom, a Ci w strachu po nie przyjeżdżają. To dopiero poczucie humoru!

Ci, którzy jeszcze nie widzieli Czerwonej Uliczki i pań prezentujących swoje wdzięki powinni się spieszyć, ponieważ rząd holenderski ma zamiar zdelegalizować prostytucję! Ale nie bójmy się, przecież zarabiają na tym grube pieniądze dzięki podatkom. To pewnie chwyt marketingowy.

Jako kolejną ciekawostkę można dodać, że tak naprawdę coffee shopy są w Holandii zabronione. I teraz pewnie się dziwicie, bo ogólnie uważa się, że właśnie po to jeździ się do Amsterdamu ? żeby legalnie kupić ciasteczka z haszem i marihuanę. Otóż nic bardziej błędnego. To nielegalne! Ale po cichu przyzwolone. Zarówno rząd, jak i policja, zdają sobie sprawę z tego, jak dużo pieniędzy trafia do kraju z powodu tych miękkich dragów, dlatego oficjalnie nic z tym nie robią. Dla przykładu anegdotka ? znajomy opowiadał o koledze, którego bardzo zbulwersowało to, że w miejscu, w którym normalnie pije się kawę, kawy dostać nie można i postanowił zgłosić to pierwszemu lepszemu patrolowi policji. Ci go wyśmiali i powiedzieli, że w coffee shopach na pewno sprzedają wyłącznie kawę i nigdy nie znajdzie się tam narkotyków.

Amsterdam to miasto bardzo ciekawych zjawisk, to tutaj znajduje się kilka ukrytych kościołów, które zostały zakazane wieki temu. To tutaj na ulicach znajdziesz publiczne toalety dla mężczyzn wyglądające na przebieralnie, które możemy spotkać na polskich plażach (w tym miejscu warto dodać istotną informację ? w Amsterdamie wszystkie toalety we wszystkich miejscach są płatne! Nieważne, czy jesteś klientem lokalu, czy nie) i wiele innych!

A na czym jeszcze zarabia Amsterdam? Na rowerach! W tym frywolnym mieście każdy jeździ rowerem i mało kto pamięta o tym, aby go przypiąć! Tymczasem pijani lokalni nastolatkowie mają ciekawy sposób na rozrywkę ? wynaleźli grę polegającą na wrzucaniu rowerów do kanałów ? czyj rower dojedzie szybciej i zatopi się w wodzie ? wygrywa! Później władze miasta wydobywają te rowery i sprzedają. Kolejny oryginalny sposób na zarabianie pieniędzy.

W Amsterdamie jest wiele pięknych miejsc, które trzeba zobaczyć i naprawdę wiele tych, które bardzo zaintrygują. W tym mieście nie będzie się nudził ani nastolatek, ani sześćdziesięciolatek. Koniecznie warto pojechać!